Logowanie (rejestracja)

Zapomniałeś hasła?

Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się!

REKLAMA

Zielona Góra – sędziowie znów to zrobili

PLK | 27.05.2016 10:37

Pierwszy mecz Stelmetu z Rosą był podobny do pierwszego spotkania z Czarnymi – mieliśmy wielkie sportowe emocje i bardzo słabą pracę sędziów.

Po pierwszym meczu finału znów zawrzało wśród kibiców w całej Polsce. Błędy sędziów w kluczowych momentach meczu Stelmet – Rosa były tak oczywiste, że wprost mówili o nich nawet komentatorzy Polsatu Sport News, zazwyczaj bardzo ostrożni w swoich ocenach.

Naszym zdaniem wszystko jest kwestią przypadku i po prostu gorszej dyspozycji arbitrów. Jednak pikanterii całej sytuacji dodaje fakt, że równie kiepska forma przytrafiła się już niedawno sędziom w Zielonej Górze – w trakcie pierwszego meczu półfinałowego z Energą Czarnymi Słupsk. Również wówczas kibice wrzeli z oburzenia na rażące pomyłki. Napisaliśmy wówczas, że wyniku spotkania to nie wypaczyło. Czarni byli wówczas dalej od wygranej niż w czwartek Rosa, ale skali skandalu to nie zmienia.

Bez dostępu do powtórek – chcąc być fair – nie możemy przeanalizować wszystkich sytuacji, ale kilka przykładów należy wymienić. Na pewno jest nim zamieszczona w telewizyjnym skrócie spotkania akcja Toreya Thomasa – na 2 sekundy przed końcem pierwszej dogrywki. Nie odgwizdano przewinienia przy remisie, choć kontakt obrońcy (Łukasz Koszarek) był ewidentny, a wcześniej w trakcie spotkania takie zdarzenia uznawano za faul (np. sytuacja Dee Bost - Sejd Hajrić).

- Muszę zobaczyć tę akcję na wideo. Kontakt z pewnością był, ale trudno mi w tej chwili cokolwiek więcej powiedzieć - mówił tuż po meczu Koszarek przed kamerą Polsatu. A kibice nie mają też wątpliwości, że po wybuchu emocji i pretensjach do sędziów, kapitan Stelmetu powinien zostać ukarany drugim przewinieniem technicznym, skoro po pierwszym wcale nie przestał się awanturować.

Trudno jednak pisać o teoriach spiskowych, sędziowie robili też błędy na korzyść Rosy (choć nie tak spektakularne). Trener Wojciech Kamiński pokazał po meczu klasę mówiąc na konferencji o zaufaniu do najlepszych sędziów w Polsce i braku pretensji. Jednak po tym meczu goście mają prawo czuć się mocno rozgoryczeni. Sędziowie pierwszego spotkania po prostu nie dostosowali się poziomem do finału PLK. Co na to liga?

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Tomasz „Fijołek” Fijałkowski/Rosa Radom

Michał Sokołowski nad Mateuszem Ponitką

PLK | 27.05.2016 07:52

W pierwszym meczu finału PLK skrzydłowy Stelmetu zrobił wiele pożytecznych rzeczy, ale nie wziął na siebie ciężaru gry. Jego rywal z Rosy - przeciwnie. Znów zagrał jak lider.

Rywalizacja Ponitki z Sokołowskim, to jeden ze smaczków finału - gracz Stelmetu jest jednym z czołowych polskich koszykarzy, skrzydłowy Rosy walczy o miejsce w reprezentacji i powinien je osiągnąć. Nie ma wątpliwości, że lepszym graczem jest mający doświadczenie z Euroligi i EuroBasketu Ponitka, ale gołym okiem widać też, że to Sokołowski jest ostatnio w wyjątkowej formie. Gracz Rosy udowodnił to w czwartek, rozgrywając lepszy mecz niż Ponitka.

„Sokół” znów zagrał jak prawdziwy lider. Po tym, jak w półfinale z Anwilem notował średnio 19.7 pkt. (47% z gry), miał po 5 zbiórek i 2.7 asysty, w pierwszym meczu w Zielonej Górze zdobył 23 punkty, 7 zbiórek, 3 asysty i 3 przechwyty, wymusił 9 fauli. Nie przeszkodziła mu kuriozalna akcja, w której wybił piłkę z kosza głową przy próbie wsadu, nie wybiły go z rytmu początkowe pudła z wolnych. W sumie z linii miał 8/11, a większość rzutów oddał w ważnych momentach.

Sokołowski szczególnie błysnął w czwartej kwarcie i w dogrywkach, w których rzucił 16 ze swoich 23 punktów. Trafiał z dystansu, zachował zimną krew na linii wolnych, potrafił ograć Ponitkę tyłem do kosza, dobrze spisywał się też w obronie przeciwko MVP ligi. Gdyby Rosa mecz w Zielonej Górze wygrała, Sokołowski byłby jej bohaterem obok Torey’a Thomasa, który rozpoczął zryw w 30. minucie.

O Ponitce trudno napisać, że zawiódł, ale spodziewaliśmy się po nim większej roli w ataku, częstszego brania odpowiedzialności, skuteczniejszej gry. Jego rola w Stelmecie, w którym dobre momenty mieli także Dee Bost, Łukasz Koszarek czy Vlad Moldoveanu, jest inna niż Sokołowskiego w Rosie. Momenty, w których Ponitka próbował pociągnąć zespół, były jednak rzadkie. A kiedy się zdarzały, efektów nie było.

MVP sezonu zdobył tylko 6 punktów, miał 2/9 z gry i nie chodzi nawet o pudła w ostatnich sekundach czwartej kwarty i pierwszej dogrywki. To były trudne, sytuacyjne rzuty. Ponitka pudłował także te łatwiejsze, z dystansu miał 0/5, nie rozbijał obrony Rosy wejściami, wymusił tylko 2 faule.

Sam jednak w obronie grał świetnie - Ponitka miał aż 14 zbiórek, 3 przechwyty i 2 bloki. Szczególnie w końcówce meczu udało mu się kilka razy przerwać akcje rozpędzającej się Rosy. Ponitka po raz kolejny udowodnił, że mając słabszy dzień w ataku, potrafi pomóc drużynie na wiele sposobów. To też ważna umiejętności.

W finale jest zatem 1:0 dla Stelmetu i to wynik najważniejszy - obrońcy tytułu zdołali wygrać pomimo słabszego ofensywnie występu Ponitki i bardzo dobrej gry lidera rywali. W reprezentacyjnej hierarchii skrzydłowych nic się nie zmieniło, być może się w ogóle nie zmieni. Ale w pierwszym meczu to Sokołowski leciał nad Ponitką, a nie odwrotnie.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Andrzej Romański/Plk.pl
 

Stephen Curry i zwycięskie 91%

NBA | 27.05.2016 07:10

Golden State Warriors zagrali dłużej wyższym składem, zmienili kilka założeń defensywnych i pokonali Oklahoma City Thunder 120:111. Stephen Curry zagrał na 91% możliwości.

Warriors prowadzili przez większość meczu, po 36 minutach było 81:77. Ostatnią część obrońcy tytułu zaczęli od wyniku 8:0, a kiedy Thunder zbliżyli się na odległość pięciu punktów na 4.5 minuty przed końcem, to trzypunktową akcją odpowiedział Stephen Curry. MVP zdobył 31 punktów, miał 7 zbiórek, 6 asyst, 5 przechwytów i 5 strat. - Myślę, że grał na 91% - stwierdził po meczu Steve Kerr, z uśmiechem odnosząc się do spekulacji, na ile procent swoich możliwości gra w finale Konferencji Curry.

27 punktów dla Warriors rzucił Klay Thompson, ale za kluczowego gracza piątego spotkania uznano Andrewa Boguta, nie tylko ze względu na jego 15 punktów i 14 zbiórek. Australijczyk grał aż przez 30 minut, najdłużej w tegorocznym playoff i zadanie wypełnił. Bardzo dobrze bronił w polu trzech sekund, m.in. ze względu na jego obecność goście mieli tylko 5/20 z gry z tego miejsca w pierwszej połowie. Na fizyczną grę Thunder Warriors odpowiedzieli podwyższeniem składu i to się opłaciło.

Thunder oczywiście walczyli - Durant rzucił 40 punktów, a Russell Westbrook dodał 31 (także 7 zbiórek, 8 asyst, 5 przechwytów i 7 strat), ale trafiali nienajlepiej. Durant miał 12/31, a Westbrook - 11/28 z gry. Goście prowadzili jednak punktem w połowie trzeciej kwarcie i do końca naciskali na Warriors. W ostatnich minutach dwie bardzo ważne akcje w obronie wykonał Curry, który zatrzymywał Duranta zabierając mu piłkę.

Szóste spotkanie w sobotę w Oklahoma City.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Wikimedia Commons
 

Dwie dogrywki i emocje! Stelmet obronił twierdzę

PLK | 26.05.2016 22:27

Wszyscy już chyba zwątpili w Rosę, ale nie zrobili tego koszykarze z Radomia. Świetna pogoń w drugiej połowie napędziła stracha Stelmetowi, ale po dwóch dogrywkach mistrzowie Polski zdołali obronić twierdzę CRS. Wygrali 86:80, w finale jest 1:0.

Ale to były emocje! Najpierw w czwartej kwarcie, w której mieliśmy popisy gwiazd (Michała Sokołowskiego i Dee Bosta), zmieniające się prowadzenie i nerwy liderów. Stelmet prowadził 68:66 na 22 sekundy przed końcem, Rosa miała czas. Faulowany C.J. Harris trafił dwa wolne - Saso Filipovski poprosił o przerwę, jego zespół miał 17 sekund. Bost jednak spudłował po indywidualnym wejściu, trudna dobitka Mateusza Ponitki też była niecelna.

W dogrywce było wiele chaosu, który po stronie Rosy objawiał się stratami i faulami (te dwa Igora Zajcewa były bardzo dyskusyjne...), czego Stelmet jednak nie wykorzystał. 3 sekundy przed końcem, przy remisie, sędziowie znów podjęli kontrowersyjną decyzję nie gwiżdżąc w sytuacji, w której Torey Thomas powiesił w powietrzu Łukasza Koszarka i doszło do kontaktu przy próbie rzutu. Zamiast wolnych dla rozgrywającego Rosy, szansę na wygraną dostał Stelmet, ale Bost, a potem Ponitka, nie wykorzystali okazji.

W drugiej dogrywce, przy coraz większym zmęczeniu, decydowały już pojedyncze rzuty, a tych więcej trafili gospodarze. Adama Hrycaniuka dobrze obsługiwali podaniami po pick and rollach Koszarek i Bost (26 punktów, 6 zbiórek, 6 asyst), a środkowy Stelmetu trafiał. 1.29 minuty przed końcem, po jego wolnym, było 82:78 dla mistrzów Polski. Tej straty, mimo wysiłków świetnego Sokołowskiego (23 punkty, 7 zbiórek, 3 asysty), Rosa już nie odrobiła.

Radomianie mecz zaczęli bardzo dobrze - bohater półfinału Sokołowski szybko zdobył 7 punktów, po jego trójce goście prowadzili 13:8. Ale mniej więcej wtedy wszedł na boisko Bost, którego akcje szybko odmieniły wynik. Amerykanin świetnie podawał, ale też trafiał i po pierwszej kwarcie Stelmet wygrywał 21:19, m.in. właśnie dzięki punktom i asystom Bosta. Na dodatek kilka mądrych, skutecznych akcji pokazał też Łukasz Koszarek.

Do przerwy było tylko 35:30 dla mistrza Polski, bo Stelmet, choć gołym okiem widać było, że przeważa nad Rosą, popełniał straty. Do przerwy miał ich 9 i dlatego na nic nie zdawała się przewaga w skuteczności rzutów i w zbiórkach. Rosa mogłaby wykorzystać niefrasobliwość gospodarzy, gdyby była skuteczniejsza (Sokołowski sam wybił piłkę z kosza przy swoim wsadzie) i popełniała mniej niepotrzebnych fauli (Sokołowski, Daniel Szymkiewicz).

Przewaga Stelmetu była niewielka, a emocje chwilowo opadły - po pierwszej, efektownej kwarcie, w dwóch kolejnych oglądaliśmy dość siermiężną grę ze sporą ilością nieudanych akcji, które nie zawsze wynikały z wyjątkowo dobrej obrony. W końcówce trzeciej kwarty gospodarze uciekli na kilkanaście punktów, znów dzięki akcjom Bosta. Trójka słabego przez 30 minut Torey’a Thomasa sprawiła, że po 30 minutach było „tylko” 52:43 dla Stelmetu.

Amerykanin z Rosy takim samym rzutem rozpoczął czwartą kwartę, radomianie zbliżyli się na odległość dwóch trafień. Thomas poszedł za ciosem, trójkę trafił Sokołowski i nagle bezpieczna, wydawałoby się, przewaga Stelmetu zmalała do 54:51 na 7 minut przed końcem. I, co ciekawe, obrońcy tytułu wyglądali na bezradnych w kilku kolejnych akcjach w ataku, obrona Rosy pracowała na wysokim poziomie.

Trafiać przestał Koszarek, bezsilny bywał Ponitka, Stelmet miał Bosta, ale Rosa - Sokołowskiego! 24-letni skrzydłowy miał świetne kilka minut i 4.36 minuty przed końcem wyprowadził Rosę na prowadzenie 57:56. Po chwili Zajcew podwyższył na 59:56 i Stelmet znalazł się w opałach. Do końca było 4 minuty i 8 sekund.

Po czasie dla Filipovskiego Stelmet rzucił 6 kolejnych punktów bez straty, odzyskał prowadzenie. Było 62:59, ale Rosa, m.in. po technicznym faulu zagotowanego Koszarka, znów miała przewagę. Po trzech wolnych Sokołowskiego prowadziła 64:62 i miała piłkę. Ale ją straciła, a potem doszło do emocjonującej wymiany koszy, w której skuteczni byli Bost i Harris, a ich wymiana koszy zakończyła się remisem po 40 minutach.

Drugie spotkanie odbędzie się w sobotę w Zielonej Górze o 20.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Andrzej Romański/Plk.pl
 

Naszym zdaniem

To wciąż może być wygrany sezon Anwilu!

PLK | 26.05.2016 13:48

Brązowy medal byłby świetnym potwierdzeniem, że klub z Włocławka odrodził się i idzie we właściwym kierunku. Z przewagą parkietu ma spore szanse w rywalizacji z Energą Czarnymi.

Nikt tego głośno nie powie, ani kibice, ani klub, ale półfinał z Rosą to była jednak sporego kalibru porażka. Anwil przegrał rywalizację sportowo i taktycznie, nie wykorzystał zwycięstwa w pierwszym meczu w Radomiu, oddając dwa spotkania w niezdobytej wcześniej Hali Mistrzów. Jednak porażki przytrafiają się wszystkim. Dzięki ewentualne zwycięskiej batalii w serii o brąz – może to być zwycięski sezon zespołu, który w rok podniósł się z ligowego dna (12 miejsce).

Cała drużyna będzie miała przy tej okazji coś do udowodnienia, ale najbardziej swoją faktyczną klasę będą chyba chcieli potwierdzić David Jelinek i Igor Milicić. Czeski skrzydłowy zagrał fatalną serię z Rosą (34% z gry, 2.8 straty na mecz), został zupełnie zdominowany przez Michała Sokołowskiego. W meczach z Czarnymi, nie mając na swojej pozycji aż tak wymagającego rywala, będzie mógł przypomnieć kibicom, dlaczego uznawano go za talent na europejską skalę.

Igor Milicić, na ogół chwalony za sezon zasadniczy, wyraźnie przegrał półfinale rywalizację z Wojciechem Kamińskim. Nie znalazł nowych rozwiązań w obronie, gdy „firmowa” strefa Anwilu została rozgryziona, a jego zespół był do serii gorzej przygotowany fizycznie. Donaldas Kairys to też wymagający rywal, będzie więc idealna okazja, aby pokazać umiejętności i pokazać, że także w playoff Milicić potrafi przecież wygrać coś realnego.

Anwil w półfinale miał sporo problemów zdrowotnych, ale przynajmniej część z nich (urazy Chylińskiego i Diduszki, choroba Dmitriewa) powinna, dzięki nadzwyczaj długiej przerwie do 29 maja, już zostać zaleczona. Atutem powinna być też przewaga parkietu, bowiem oba zespoły grają wyraźnie słabiej na wyjazdach.

Zainteresowanie we Włocławku, pełne trybuny, entuzjazm tamtejszych fanów – to wszystko dobre wiadomości dla całej ligi. Ewentualny brąz byłby też świetną wiadomością dla samego Anwilu. Potwierdzeniem, że po chudszych latach wszystko wróciło na właściwe tory.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Tomasz „Fijołek” Fijałkowski/Rosa Radom

Video

  • PLK: Top 10 15. tygodnia
  • Top 10 PLK - 6-12.01
  • PLK: Top 10 11. kolejki

Rozczarowujący wybór Jakuba Parzeńskiego

PLK | 26.05.2016 10:30

Zamiast pracy z Wojciechem Kamińskim w grającej w Europie Rosie, 25-letni środkowy wybrał większe pieniądze w przeciętnym klubie z Dąbrowy. Czy Drażen Anzulović i minuty na boisku pozwolą Jakubowi Parzeńskiemu na postęp?

Od kilku tygodni na giełdzie transferowej słychać było, że Jakub Parzeński odrzuci propozycję podpisania nowego kontraktu z Asseco i wybierze jeden z dwóch klubów: Rosę Radom lub Dąbrowę Górniczą. 25-letni środkowy w końcu wybrał - Dąbrowie gratulujemy, pozyskanie wielkiego Polaka pod kosz, gdy rywalem był finalista ligi, to sukces. A co z Parzeńskim?

Mając do wyboru grę w europejskich pucharach, do których z pewnością zgłosi się Rosa po udanym debiucie w tym sezonie, a także grę o medale w PLK, mierzący 212 cm wzrostu środkowy wybrał klub o zdecydowanie niższym potencjale. Mało tego - Dąbrowa w kończącym się sezonie wypadła gorzej niż Asseco, w którym Parzeński występował. Choć oczywiście pamiętać należy, że dla Dąbrowy to był trudny sezon - zmiany trenera, ale przede wszystkim: kontuzji, urazów, chorób.

Jeśli prawdą okazała się pensja w wysokości 30 tys. zł. miesięcznie, o której się mówiło, to Parzeńskiego do podpisania dwuletniego kontraktu skłoniły pewnie pieniądze. To argument rozsądny. Ale zawodnik też najwyraźniej uznał, że Rosa to dla niego za wysokie progi. Że po dwóch latach solidnych postępów w Asseco, wciąż potrzeba mu minut w zespole, któremu wystarczy awans do playoff. W Dąbrowie Parzeński jest w tej chwili trzecim graczem na pozycje 4-5, obok Sama Dowera i Witalija Kowalenki.

Na co mógłby liczyć w Rosie? Wojciech Kamiński chciał zastąpić Parzeńskim Sejda Hajricia, ale przykłady poprzednich sezonów pokazują, że trener Rosy ma dobrą rękę do Polaków, którzy robią u niego wyraźne postępy i skutecznie walczą o lepsze miejsce w rotacji. Kamiński i Rosa są na fali, ale Parzeński nie chciał na nią wskoczyć. Zagra w Dąbrowie, gdzie ekstraklasy wciąż się uczą, gdzie trudno o przykłady polskich graczy, którzy się rozwinęli, zrobili postęp.

Oczywiście trener Dąbrowy Drażen Anzulović, to szkoleniowiec z bardzo dobrym CV - z Ciboną Zagrzeb zdobywał mistrzostwo Chorwacji i grał w Eurolidze, dwukrotnie wygrywał mistrzostwo Belgii ze Spirou Charleroi. Ale to było dekadę temu. W ostatnich latach, także w minionym, trudnym sezonie w Dąbrowie, Chorwat nie olśnił. Na trenerskiej giełdzie w PLK jego akcje stoją zdecydowanie niżej niż Kamińskiego.

Parzeński jest być może w najważniejszym momencie kariery - ma już 25 lat, nie jest graczem młodym, choć na pewno ma spore możliwości rozwoju, wciąż rozpatrywany jest jako kandydat do reprezentacji Polski. W sezonie 2013/14 rzucał po 3.1 pkt. oraz miał po 2.7 zbiórki grając po 11 minut w Śląsku, ostatnio notował po 8.0 pkt. oraz 5.9 zbiórki w 19 minut w Asseco.

Środkowy poprawił w tym czasie praktycznie każdy element gry poza rzutami wolnymi, ale wciąż ma za mało zdecydowania w wykańczaniu akcji, musi pracować nad szybkością poruszania się pod obręczą. Cel na ten sezon? Jeśli w drużynie walczącej o playoff nie będzie grał po 20-30 minut, nie zacznie regularnie notować double-double (w minionym sezonie tylko dwa), reprezentacyjne oczekiwania zejdą na drugi plan. A propozycja z Rosy może już się nie powtórzyć.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Andrzej Romański/Plk.pl
 

Uczelnia Stephena Curry’ego zainteresowana Marcelem Ponitką

PLK | 26.05.2016 10:14

Młodszy brat Mateusza Ponitki zdał amerykańską maturę i poważnie myśli o grze w NCAA. 18-letnim obwodowym zainteresowana jest uczelnia Davidson, gdzie studiował i grał Stephen Curry.

Marcel Ponitka od dawna wykazuje zainteresowanie amerykańską koszykówką - w poprzednim sezonie uczył się i grał w szkole średniej Montverde, z którą zdobył mistrzostwo USA. Polak wychodził w pierwszej piątce obok m.in. Bena Simmonsa. Wrócił do Polski, by wypełnić umowę ze Stelmetem, ale myśli o powrocie za ocean.

- Najbardziej pasowałaby mi uczelnia z programem odpowiednim dla rozgrywających takich jak ja. Chciałbym też trenować indywidualnie, aby być jak najlepszym graczem i wiele osiągnąć ze swoim zespołem w turniejach NCAA. Dla mojej przyszłości ważny jest też fakt łączenia gry w koszykówkę z edukacją - mówił kilka miesięcy temu Ponitka.

Teraz, w rozmowie ze Sportowymi Faktami, koszykarz Stelmetu przyznaje: - Nie wiem jeszcze, co będzie w następnym sezonie, ale NCAA na pewno biorę pod uwagę. Mogę przyznać, że Davidson wyraził zainteresowanie.

Davidson to niewielka uczelnia z Północnej Karoliny, której koszykarski program rozsławił Stephen Curry. MVP NBA grał w Davidson w latach 2006-09, w 2008 roku doszedł w zespołem do Elite Eight turnieju NCAA. Po odejściu Curry’ego Davidson trzykrotnie dochodził do drugiej rundy, w tym roku odpadł w pierwszej rundzie National Invitation Tournament. U Boba McKillopa, który prowadzi zespół od 1989 roku, grało ostatnio pięciu koszykarzy spoza USA.

Marcel Ponitka zagrał w tym sezonie w 18 meczach PLK - rzucał w nich po 3.1 pkt. W 14 meczach Muszkieterów Nowa Sól w II lidze zdobywał po 17.0 pkt., miał po 7.3 zbiórki oraz 4.2 asysty.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Facebook.com/Muszkieterowie Nowa Sól
 

Ostatnie wyniki

TBL | NBA | EL | 1LM | 2LM | BLK

Siarka Tarnobrzeg
Trefl Sopot
06.03 92
81
Wilki Morskie Szczecin
Start Lublin
06.03 121
70
Śląsk Wrocław
Anwil Włocławek
06.03 69
86
Energa Czarni Słupsk
Polfarmex Kutno
05.03 87
84
Polpharma Starogard Gd.
Polski Cukier Toruń
05.03 74
73
AZS Koszalin
Rosa Radom
05.03 79
85
Rosa Radom
Asseco Gdynia
29.02 87
80
Polfarmex Kutno
PGE Turów Zgorzelec
28.02 84
69
BM Slam Stal Ostrów Wlkp.
MKS Dąbrowa Górn.
28.02 87
68
Stelmet Zielona Góra
Siarka Tarnobrzeg
27.02 101
78
Detroit Pistons
New Orleans Pelicans
21.02 106
111
Oklahoma City Thunder
Cleveland Cavaliers
21.02 92
115
Denver Nuggets
Boston Celtics
21.02 101
121
Phoenix Suns
San Antonio Spurs
21.02 111
118
Brooklyn Nets
Charlotte Hornets
21.02 96
104
Orlando Magic
Indiana Pacers
21.02 102
105
Toronto Raptors
Memphis Grizzlies
21.02 98
85
Dallas Mavericks
Philadelphia 76ers
21.02 129
103
Chicago Bulls
Los Angeles Lakers
21.02 126
115
Portland Trail Blazers
Utah Jazz
21.02 115
111
Lokomotiw Kubań Krasnodar
Darussafaka Stambuł
12.02 82
58
Panathinaikos Ateny
Efes Stambuł
12.02 83
78
CSKA Moskwa
Olympiakos Pireus
12.02 92
85
FC Barcelona
Żalgiris Kowno
12.02 92
86
Crvena Zvezda Telekom Belgrad
Cedevita Zagrzeb
11.02 94
74
Fenerbahce Stambuł
Unicaja Malaga
11.02 80
59
BK Chimki
Real Madryt
11.02 82
93
Laboral Kutxa Vitoria
Brose Baskets Bamberg
11.02 90
64
Efes Stambuł
Fenerbahce Stambuł
05.02 73
77
Żalgiris Kowno
CSKA Moskwa
05.02 54
94
Znicz Pruszków
Sokół Łańcut
05.03 72
68
GKS Tychy
ACK UTH Rosa Radom
05.03 102
84
AZS Mickiewicz Katowice
Pogoń Prudnik
05.03 82
77
Spójnia Stargard Szcz.
SKK Siedlce
05.03 81
76
Miasto Szkła Krosno
Noteć Inowrocław
05.03 112
82
Biofarm Basket Poznań
Doral Nysa Kłodzko
05.03 44
51
Śląsk II Wrocław
GTK Gliwice
05.03 64
69
Legia Warszawa
Astoria Bydgoszcz
04.03 109
73
Noteć Inowrocław
Śląsk II Wrocław
02.03 62
68
Astoria Bydgoszcz
Biofarm Basket Poznań
02.03 68
76
Trefl II Sopot
Politechnika Gdańska
06.03 94
73
SMS Władysławowo
Kotwica 50 Kołobrzeg
06.03 59
121
BC Obra Kościan
Asseco II Gdynia
06.03 73
96
TKM Włocławek
AZS UMK Consus PBDI Toruń
06.03 65
73
Itago Gdynia
Domino Inowrocław
06.03 63
76
KK Warszawa
Polonia Warszawa
06.03 70
41
Start II Lublin
Księżak Łowicz
06.03 77
76
Rosa III Radom
Stal St. Wola
06.03 60
69
MCS Daniel Gimbaskets 2 Przemyśl
Tur Bielsk Podlaski
06.03 87
71
Pogoń Ruda Śl.
Alba Chorzów
06.03 71
79
Basket Gdynia
Pszczółka AZS Lublin
26.10 71
75
Wisła Can-Pack Kraków
Ślęza Wrocław
26.10 83
64
Artego Bydgoszcz
MKS Konin
25.10 103
62
MKK Siedlce
Energa Toruń
25.10 65
86
KK ROW
Widzew Łódź
25.10 75
53
CCC Polkowice
AZS Gorzów Wlkp.
25.10 69
67
KK ROW
Basket Gdynia
16.10 62
59
Ślęza Wrocław
CCC Polkowice
05.10 54
63
Wisła Can-Pack Kraków
Basket Gdynia
04.10 96
37
Widzew Łódź
MKK Siedlce
04.10 56
75

REKLAMA

Pogrom w Cleveland. Świetny atak z dobrej obrony

NBA | 26.05.2016 08:15

Wzmocniona obrona już w pierwszej połowie wymusiła 11 strat rywali. Po 12 minutach Cavaliers prowadzili 18 punktami, a do przerwy - 31. Ostatecznie gospodarze zdemolowali Raptors 116:78.

LeBron James, Kevin Love i Kyrie Irving we trójkę zdobyli prawie tyle punktów, co Raptors - w sumie 71. LeBron miał 23 punkty, 6 zbiórek i 8 asyst, Love zdobył 25 punktów, przy skuteczności 8/10 z gry, Irving dodał 23 punkty. Gwiazdy Cavaliers grały po 20-30 minut, długo odpoczywały. Ale po co było się męczyć, gdy mecz był rozstrzygnięty już po pierwszej połowie?

Cavaliers zaczęli od poprawek w defensywie - wyżej i lepiej zatrzymywali pick and rolle Raptors, zmuszali Kyle’a Lowry’ego i DeMara DeRozana do pozbywania się piłek lub gry pod presją. Obwodowy duet Raptors, od którego zwykle zależy gra całej drużyny, tym razem zdobył tylko 27 punktów, miał 7/20 z gry i 7 strat. Goście nie mieli szans.

W Cavaliers z dobrej obrony wyszedł jeszcze lepszy atak - gospodarze mieli 57% skuteczności z gry (goście - tylko 39%), walkę o zbiórki wygrali aż 48:27. Bismack Biymbo, który dominował w strefie podkoszowej w Toronto, W Quicken Loans Arena miał tylko 7 punktów i 4 zbiórki w 21 minut.

Cavaliers przebiegli się po rywalach i w finale Konferencji Wschodniej prowadzą 3:2. I ciekawe, czy niezmordowani Raptors, którzy w tym playoff ciągle jednak czymś zaskakują, zdołają doprowadzić do meczu nr 7.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Wikimedia Commons
 

Przemysław Saczywko: My już ten sezon wygraliśmy

PLK | 25.05.2016 20:43

- Uważam, że w serii będzie bardzo trudno, więc pozwoliliśmy sobie już na świętowanie, po wygranej z Anwilem Włocławek. Prawda jest taka, że my już ten sezon wygraliśmy. Teraz to Stelmet BC musi, ale my broni nie składamy - mówi prezes Rosy Przemysław Saczywko w rozmowie ze Sportowymi Faktami.

Prezes Rosy nie zaklina rzeczywistości, szczerze mówi to, o czym wszyscy wiedzą. - Trzeba mieć świadomość, że Stelmet BC to drużyna euroligowa, która została zbudowana za zupełnie inne pieniądze. Jest tam ogromna głębia składu. My, nie ujmując nic naszym chłopakom, musieliśmy się wznieść na wyżyny swoich umiejętności, aby z nimi wygrać - mówi Przemysław Saczywko w rozmowie ze Sportowymi Faktami.

Szczerość prezesa Rosy jest godna odnotowania, także jeśli chodzi o jego zdanie na temat przepisu o Polakach. - Dla mnie przepis o dwóch Polakach na parkiecie jest świetny. W ogóle bym tego nie zmieniał. Stawianie na naszych zawodników powinno być rzeczą naturalną. Zamiast napełniać kieszenie obcokrajowców, wolę, żeby Polacy się rozwinęli.

Co z przepłacaniem polskich zawodników, którzy wykorzystują sztuczny popyt na swoją obecność w ekstraklasowych zespołach? - Wolę zapłacić 10 tysięcy więcej Polakowi, bo on zostawi później te pieniądze w naszym kraju. To Polak tutaj kupi mieszkanie, samochód, zatankuje, czy zje obiad. Obcokrajowcy przyjeżdżają tutaj na saksy. Jedzą głównie w fast foodach i wydają kasę na zewnątrz - mówi Saczywko.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. A. Romański/Plk.pl
 

Gwiazdy Rosy w Stelmecie? Najwyżej jako zmiennicy

PLK | 25.05.2016 20:19

Przy okazji zbliżającego się finału PLK zastanawiamy się, którzy gracze debiutującej w grze o złoto Rosy, mogliby znaleźć sobie miejsce w drużynie wielkiego faworyta. Rozważania ograniczyły się do czterech nazwisk.

1. Michał Sokołowski. 24-letni skrzydłowy rozgrywa życiowy sezon i byłby świetnym zmiennikiem dla Mateusza Ponitki. A kto wie, może w formie z półfinału z Anwilem, rzuciłby wyzwanie reprezentantowi Polski w walce o miejsce w piątce? Sokołowski, ze swoim szalonym, momentami, stylem gry, nie do końca pasowałby do zdyscyplinowanej koszykówki Saso Filipovskiego, ale z drugiej uczyniłby ją bardziej nieprzewidywalną, zaskakującą. Ale to już jest gracz, który dobrze gra dla zespołu oraz dobrze i chętnie broni. W obecnym Stelmecie byłby lepszym zmiennikiem niż Karol Gruszecki.

2. Igor Zajcew. Ukraiński silny skrzydłowy czy też środkowy, to trochę taka ukryta broń Rosy, drużyny, której liderami są obwodowi. Zajcew niczym nie olśniewa, ale w wielu elementach jest dobry - jak trzeba, to rozciągnie grę, trafi za 3, ale może też minąć z obwodu i skończyć akcję wsadem, walczyć na deskach, zaliczać bloki. Do wszechstronności dochodzi doświadczenie i dobrej odnajdywanie się w drugoplanowej roli - Ukrainiec nie robi nic na siłę, nie domaga się piłki, raczej wykorzystuje okazje, które dostaje. Byłby lepszym zmiennikiem w formacji podkoszowej niż Szymon Szewczyk, choć trzeba przyznać, że weteran Stelmetu też ma dobry sezon. Zajcew - trochę lepszy.

3. C.J. Harris. Nie można przejść obojętnie obok strzelca wyborowego, nawet jeśli ten gra ostatnio słabiej, m.in. ze względu na kontuzję. Ciekawe, jak Amerykanin odnalazłby się w zdyscyplinowanej grze Stelmetu, jak rywalizowałby o miejsce na „dwójce” z Przemysławem Zamojskim i Łukaszem Koszarkiem, który też grywa na tej pozycji. Od Zamojskiego Harris jest słabszy fizycznie, jego presja w obronie jest mniej odczuwalna, z kolei w porównaniu do Koszarka brakuje mu umiejętności rozgrywania, Amerykanin to typowy, choć wszechstronny strzelec. Pasowałby to rozszerzonej do czterech graczy rotacji na obwodzie.

4. Torey Thomas. Wspominamy o rozgrywającym Rosy nieco z urzędu i tylko po to, by napisać, że takiego gracza Stelmetowi jednak nie potrzeba. Koszarek to ligowa instytucja na pozycji rozgrywającego - to gwiazda, która ma szacunek u sędziów i rywali, to gracz z ogromnym doświadczeniem i, co w PLK ważne, polskim paszportem. Na Thomasa nie wymienilibyśmy go absolutnie. Podobnie zresztą jak Dee Bosta, który w roli drugiej „jedynki” spełnia się świetnie, daje drużynie kopa z ławki, bo gra dynamicznie i skutecznie. Bost to jeden z najbardziej niedocenianych graczy ligi - w każdym zespole mógłby być liderem.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. A. Romański/Plk.pl

Stelmet zmiażdży czy Rosa powalczy?

PLK | 25.05.2016 13:55

Czy Rosa może być jak Oklahoma i sprawić wielką niespodziankę w meczach ze zdecydowanym faworytem? W zapowiedzi finału PLK podajemy 5 okoliczności, które muszą się zdarzyć, aby seria ze Stelmetem była wyrównana.

Rosa Radom to drugi zespół rundy zasadniczej, wygrała ze Stelmetem finał Pucharu Polski, w playoff zanotowała dotąd tylko jedną porażkę i w pięknym stylu wyeliminowała Anwil Włocławek – dwukrotnie wygrywając w Hali Mistrzów. Do tego (2:2 w tym sezonie) wyraźnie potrafi grać z zespołem z Zielonej Góry, zwłaszcza poza halą CRS. Jednocześnie większość ekspertów oraz bukmacherzy stawiają na pewną wygraną Stelmetu. Dlaczego?

Prawda jest taka, że zajęty rozgrywkami europejskimi (najpierw Euroliga, potem EuroCup) na zdecydowanie wyższym poziomie niż PLK, Stelmet nie angażował się na 100 % na ligowym podwórku. Tymczasem kadrowo, szkoleniowo, finansowo, organizacyjnie jest to klub znacznie w tym momencie przewyższający konkurencję w Polsce.

Czy to oznacza, że finał jest rozstrzygnięty? Zdecydowanie nie! To jest sport, a dobry wzorzec widzimy teraz choćby w NBA, gdzie Oklahoma City Thunder już wyeliminowali jednych zdecydowanych faworytów (San Antonio) i są na dobrej drodze, aby wyeliminować kolejnych (Golden State).
Jakie okoliczności muszą wystąpić, by Rosa nawiązała wyrównaną walkę?

1. Do intensywności fizycznej, która dała dominację nad Anwilem dołożyć skuteczność w rzutach z dystansu – kluczowej broni ofensywnej Rosy. Radomianom czasem wpada, a czasem nie. Aby myśleć o sukcesach z mistrzem, wpadać musi. Także np. Thoreyowi Thomasowi, który w serii z Anwilem zanotował straszne 5-27 z dystansu.

2. Optymalna forma liderów – do szalejącego ostatnio Michała Sokołowskiego, dołączyć musi CJ Harris, najlepszy zawodnik Rosy w meczach ze Stelmetem.

3. Dobra obrona pod koszem - zmuszenie w konsekwencji Stelmetu do jak najczęstszych rzutów z dystansu nie musi oznaczać sukcesu (ma kto tam przecież trafiać), ale zwiększa szanse powodzenia. W wygranym przez Rosę finale Pucharu Polski zielonogórzanie oddali aż 34 rzuty za 3 punkty, trafiając tylko 6 (17%). Łukasz Koszarek miał 0/7, a Mateusz Ponitka 0/6 z takich prób.

4. Przekonać Zajcewa do gry pod koszem – o Rosie mówi się często, że nie posiada zawodników stanowiących zagrożenie pod obręczą, ale w serii z Anwilem Zajcew (i momentami nawet Adams!) potrafili się odnaleźć i choćby łapać faule wysokich rywala. Im wszechstronniej zagrają radomianie, tym ich szanse będą wyższe.

5. Liczyć na nonszalancję Stelmetu – oczywiście jest to finał i prawdopodobnie nie nastąpi, ale przecież w półfinale (zwłaszcza w pierwszym meczu) w hali CRS Enerdze Czarnym pozwolono na naprawdę dużo i niewiele brakowało, aby niedbała gra gospodarzy zakończyła się niespodzianką. Stelmet też wie, że na papierze jest wyraźnie lepszy, a to 100-procentowej mobilizacji nie ułatwia. Wygranie jednego meczu w Zielonej Górze pozwoliłoby rozkręcić tę serię na dobre.

Typ PolskiKosz.pl: Stelmet 4:1

Terminarz meczów finałowych (transmisje w Polsacie Sport News):

mecz 1: Stelmet  – Rosa, czwartek, 26 maja, godz. 20.00
mecz 2: Stelmet – Rosa, sobota, 28 maja, godz. 20.00
mecz 3: Rosa – Stelmet, wtorek, 31 maja, godz. 20.00 
mecz 4: Rosa – Stelmet, czwartek, 2 czerwca, godz. 20.00
ew. mecz 5: Stelmet – Rosa, poniedziałek, 6 czerwca, godz. 20.00,
ew. mecz 6: Rosa – Stelmet, środa, 8 czerwca, godz. 20.00,
ew. mecz 7: Stelmet – Rosa, piątek, 10 czerwca, godz. 17.00.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

(fot. A. Romański, plk.pl)

Draymond Green – BALLS don’t lie

NBA | 25.05.2016 09:28

Fatalna postawa gracza, który spinał grę całego zespołu Warriors w ataku i obronie to jeden z głównych powodów olbrzymich kłopotów mistrza NBA w serii z Thunder.

Draymond Green zagrał beznadziejnie już w meczu numer 3 – także zresztą przegranym przez Warriors. Trafił 1 z 9 rzutów z gry i miał 4 straty. Frustrację wyładował na Stevenie Adamsie, niesławnym kopniakiem w krocze, za który zdaniem wielu obserwatorów powinien zostać zawieszony przez NBA. Nie został, wystąpił również w czwartym meczu i… był równie beznadziejny. A może nawet bardziej.

„Byłoby lepiej dla Warriors, gdyby liga go jednak zdyskwalifikowała" – szydzono powszechnie na twitterze w trakcie trwania spotkania. Kluczowy zawodnik Warriors kompletnie się znów pogubił i zagrał drugi z rzędu fatalny mecz. Tym razem miał aż 6 strat, trafił tylko 1 z 7 rzutów, a jego statystyka +/1 to fatalne -30.

Wiem, że energia całego zespołu zależy od mojej energii, a ja dziś na boisku byłem straszny. Muszę w końcu odpowiedzieć na krytykę – Green tradycyjnie po meczu brał winę za wysoką porażkę 94:118 na siebie, ale akurat w serii z Thunder zwykle kończy się tylko na jego gadaniu.

Sprawiedliwość po żenującym zachowaniu dopadła Greena, ale z niemocą w ostatnich meczach zmaga się również największa gwiazda Warriors, MVP sezonu Steph Curry. W czwartym meczu zaczął od fatalnej pierwszej kwarty (1-7), a potem – identycznie ja Green – zakończył mecz z 6 stratami. Trafił tylko niespotykane 6 z 20 rzutów - Nie dokucza mu już żadna kontuzja. Po prostu każdemu zawodnikowi, nawet najlepszemu na świecie, zdarza się gorszy dzień – tłumaczył Steve Kerr. Warriors mają zatem pecha, że akurat w takim momencie…

Bez Curry’ego i bez Greena w ich normalnej, rewelacyjnej formie Warriors nie mają szans na powrót ze stanu 1:3 z rozpędzonymi Thunder. Czasu na wyjście z dołka jest rekordowo niewiele. Czy jakimś cudem potwierdzi się jeszcze stara teoria o tym, że nigdy przedwcześnie nie można lekceważyć serca mistrza?

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

(fot Wikimedia Commons)

Thunder - tylko jeden mecz od finału NBA!

NBA | 25.05.2016 08:49

Russell Westbrook – maszyna nie do zdarcia. Na jego 36 punktów i triple-double Warriors znów nie mieli odpowiedzi. Oklahoma rozbiła mistrzów 118:94 i w finale Zachodu prowadzi już 3:1.

Lada chwila możemy być świadkami jednej z największych sensacji w historii NBA – Warriors, drużyna, która w trakcie sezonu regularnego pobiła wszelkie rekordy, w tym zanotowała niezwykły bilans zwycięstw 73-9, stoi nad przepaścią i z meczu na mecz wygląda coraz gorzej. Jak to możliwe?

Na tle Warriors niemal wszyscy gracze Thunder stali się… Russellami Westbrookami. Wyglądają na bardziej atletycznych i bardziej zdeterminowanych od zawodników Golden State. Wyszli na ten mecz z taką pasją, że goście już w pierwszej kwarcie zanotowali 7 strat i złapali wiele fauli, które potem wpłynęły na jakość ich gry w obronie.

To był jeszcze jeden niezwykły mecz niezwykłego zawodnika, jakim jest Westbrook. Już do przerwy miał na koncie 29 punktów i 9 asyst, a skończył spotkanie z pięknymi statystykami 36 punktów, 11 zbiórek i 11 asyst. Thunder rozgromili rywala, choć wcale nie najlepiej rzucało się drugiemu z ich liderów. Kevin Durant na punkty zamienił tylko 8 z 24 rzutów, ale i tak 26 oczek uzbierał, trafiając też jeden z ważniejszych rzutów w całym meczu, trójkę w czwartej kwarcie.

Co zrobiło różnicę? Nieoczekiwanie to Thunder potrafili wycisnąć maksa ze swoich zawodników drugiego planu. Rewelacyjny mecz akurat w takim momencie zagrał Andre Roberson (17 pkt., 12 zbiórek), ważnym elementem także ataku był Serge Ibaka, znów coś dorzucił Dion Waiters.

Tymczasem u gości, przy fatalnym dniu Stepha Curry’ego, nie pojawił się nikt, kto mógł go zastąpić – Barnes i Iguodala nie są w tej serii za bardzo wykorzystywani w ataku Warriors. Znów kompletnie zawiódł negatywny bohater serii Draymond Green (1-7 z gry, 6 strat). Przebłysk geniuszu pokazał Klay Thompson, rzucając w trzeciej kwarcie 19 punktów z rzędu i niemal w pojedynkę odrabiając straty, ale także on dodał do tego niewiele więcej, cierpiąc na ławce za faule łapane na niesamowitym Wesbrooku.

Oczywiście, rywalizacja jeszcze się nie skończyła, a taki zespół jak Golden State jest w stanie wygrać 3 mecze z rzędu. Jednak obraz gry na boisku jest taki, że bardzo trudno sobie wyobrazić, iż rozpędzeni Thunder roztrwonią przewagę 3:1. Następny, piąty mecz odbędzie się w Oakland, w nocy z czwartku na piątek polskiego czasu. Czy katastrofa mistrzów stanie się faktem?

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

(fot Wikimedia Commons)

 

DeMare DeRozan – dzień przed meczem rzucał do 1 w nocy!

NBA | 24.05.2016 18:31

Jeden z liderów Toronto Raptors w tych playoff z meczu na mecz gra coraz lepiej i coraz skuteczniej. Niewiele osób wie, że to efekt tytanicznej pracy.

Czwarty mecz serii Raptors – Cavs, zwycięski dla drużyny z Kanady (jest 2:2), był koncertem dwóch aktorów. Kyle Lowry zdobył 35 punktów, a DeMare DeRozan był równie znakomity – dodał 32 oczka, przy świetnej skuteczności z gry 14-23 (61%), z czym przecież tak często w tym sezonie miewał problemy.

Jaka jest tajemnica rewelacyjnego występu strzelca Raptors? Jak podaje serwis Cleveland.com, koszykarz dzień przed tym spotkaniem, spodziewając się twardej obrony LeBrona Jamesa, postanowił zrobić sobie nadzwyczajny trening strzelecki. Oddanie 1000 rzutów zajęło mu ok. 2.5 godziny i skończyło się ok. 1 w nocy.

- Potrzebowałem znaleźć swój rytm. To, że potrafisz tańczyć, wcale nie oznacza jeszcze, że nie powinieneś regularnie trenować nowych kroków – podsumował poetycko, pytany przez dziennikarzy o ten dodatkowy trening.

W trwającej serii z Cavs DeRozan zdobywa średnio 26 punktów na spotkanie, w obu meczach w Toronto rzucił po 32 punkty. Jego skuteczność z gry w finale Wschodu wynosi doskonałe 55%. W sezonie zasadniczym było to 44.6%. Teraz wiecie, skąd się to bierze…

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

fot. (wikimedia commons)

Marcin Gortat na rybach. Dosłownie!

NBA | 24.05.2016 17:49

Środkowy Washington Wizards korzysta z uroków wakacji – wybrał się na ryby nad jedno z jezior na Florydzie.

„Pojechać na ryby” to oczywiście w amerykańskim, koszykarskim slangu mniej więcej tyle, co przedwcześnie zakończyć sezon. Faktycznie, Wizards w tych rozgrywkach wypadi bardzo słabo (nie weszli nawet do playoff) i zapewne nie jeden raz kibice konkurencyjnych drużyn drwili z nich w ten sposób. 

Marcin Gortat udał się za to na ryby w sensie dosłownym. Jak napisał na Facebooku, wędkował na jeziorem Butler, które znajduje się w północnej części Florydy. Koszykarz ma na półwyspie dom, grał przecież w Orlando w pierwszych sezonach swojej kariery w NBA.

- Nawet jeśli w tej dziedzinie jestem rookie, jest z tym mnóstwo zabawy. Ta ryba musiała być naprawdę głupia, że dała się złapać na haczyk „Polskiego Młota” - napisał koszykarz na swoim profilu.

W te wakacje Gortata nie zobaczymy w naszej reprezentacji, ponieważ oficjalnie zrezygnował z występów w kadrze. Już w najbliższych tygodniach przyjedzie jednak do Polski, by tradycyjnie zająć się działalnością promocyjną i reklamową, w tym m.in. organizacją kolejnych campów dla dzieci.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

(fot. Marcin Gortat/facebook)

CJ Harris – czy znów pogrąży Stelmet?

PLK | 24.05.2016 14:29

Amerykanin swoje najlepsze mecze w Rosie zagrał właśnie przeciwko mistrzom Polski. Wyleczył już kontuzję i będzie mógł wystąpić od początku serii finałowej w Zielonej Górze.

Rosa Radom dwa razy w tym sezonie pokonała Stelmet Zielona Góra (w lidze u siebie i Pucharze Polski), a raz dodatkowo była tego bardzo bliska – w Superpucharze przegrała 1 punktem po rzucie w ostatniej sekundzie. Wspólna cecha tych wszystkich spotkań? Rewelacyjna dyspozycja CJ Harrisa.

Przy okazji rozpoczynającego sezon 2015/16 meczu o Superpuchar, Amerykanin miał tak naprawdę pierwszą okazję pokazać się radomskiej publiczności. I wypadł doskonale. Zdobył 27 punktów, trafiając aż 5 z 7 rzutów za 3 punkty. Stelmet wygrał mecz 67:66 po heroicznym wejściu Mateusza Ponitki na sekundę przed zakończeniem dogrywki.

Pierwszy mecz w lidze oba zespoły zagrały 26 grudnia w Radomiu, Rosa wygrała 88:86 po dobitce Michała Sokołowskiego, ale drugim z bohaterów znów był CJ Harris. Amerykanin nie tylko zdobył 19 punktów (7-12 z gry), ale był też całkiem bliski triple – double z 8 zbiórkami i 8 asystami. Do tego wymusił aż 7 przewinień. To najprawdopodobniej był jego najlepszy występ w całym sezonie.

Finał Pucharu Polski? Oczywiście – znów popisy Harrisa, który został w dodatku wybrany MVP całego turnieju w Dąbrowie. W wygranym pewnie 74:64 przez Rosę finale rzucający radomian zdobył 23 punkty (3-4 z dystansu), miał 6 zbiórek i 3 asysty.

W rewanżowym spotkaniu ligowym, 10 kwietnie w Zielonej Górze Harris zagrał słabiej, zdobył już tylko 13 punktów i nie zebrał ani jednej piłki z tablicy. Rosa została wysoko pokonana przez Stelmet 88:64. Przypadek? Nie sądzimy.

 

Aby powalczyć z faworyzowanym zespołem Saso Filipowskiego, radomianie znów będą potrzebowali rewelacyjnych występów CJ Harrisa. Jego forma stoi pod pewnym znakiem zapytania – jak wszyscy kibice wiedzą, opuścił końcówkę serii półfinałowej z Anwilem po rozcięciu dłoni podczas wsadu. Na pierwszy mecz w Zielonej Górze ma być jednak gotowy. Czy znów okaże się kilerem Stelmetu?

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

(fot. Rosa Radom, autor: A. Krzemińska Fotografia)

Najciekawsze tweety